niedziela, 13 października 2019

Jesienna lalka dla...

Witajcie Kochani! Jak pięknie było! Tyle słońca, ciepełka i zniewalających jesiennych barw. Taki właśnie był mijający weekend. I chociaż pamiętam, że miałam Was zabrać na kolejny długi spacer to jak wiadomo kobieta zmienną jest i dziś robimy małą przerwę we wspólnym spacerowaniu 😊. Po prostu nie mogłam doczekać się, aby pokazać Wam moją bardzo jesienną lalkę, którą z wielką radością wyślę już niedługo do ...  


Kochani, zanim napisze do kogo ta laleczka trafi, to przede wszystkim bardzo dziękuje za tyle wspaniałych komentarzy 💖pod muchomorkowym postem. Cieszę się również, że przyłączyłyście się do mojej małej zabawy. Wiem, że odgadnąć ile mam skarpet nie było łatwo, ale jednej osobie udało się - to był strzał w przysłowiową dziesiątkę 😀.


Nie trzymam Was Moje Kochane dłużej w niepewności i zdradzę ile mam skarpet. Otóż cała moja kolekcja liczy dokładnie 735 skarpet 😍.


Jedna z moich cudownych Czytelniczek trafiła idealnie podając dokładnie taką liczbę! A jest nią „blogchwila” autorka bloga mojechwilewytchnienia.blogspot.com. Kochana gratuluje Tobie z całego serca i proszę napisz do mnie maila w sprawie wysyłki nagrody - jesiennej lalki 😊.


Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie obdarowała jeszcze jednej osoby 😊. Ula K. podała tyle kombinacji z 7, a każda coś dla niej znaczy, że nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Ulcia do Ciebie pojedzie mały skarpeciak niespodzianka. Również proszę o kontakt mailowy 😊.


Kochani żegnam się z Wami cieplutko! Mam nadzieję, że Wasz weekend był równie słoneczny i piękny! Do następnego spotkania 😊!

Justyna





środa, 9 października 2019

Grzybobranie po mojemu :)


„Król Borowik  Prawdziwy szedł lasem
Postukując  swym jedynym obcasem,
A ze złości brunatny był cały,
Bo go  muchy okrutnie kąsały.
Tedy siadł  uroczyście pod dębem
I  rozkazał na alarm bić w bęben:

– Hej,  grzyby, grzyby,
Przybywajcie do mojej siedziby,
Przybywajcie orężnymi pułkami.
Wyruszamy na wojnę z muchami! [...]"

Witajcie Kochani! Swój post rozpoczęłam fragmentem mojego ukochanego wiersza "Grzyby” Jana Brzechwy. Jesień to piękna pora roku, a szczególnie uwielbiają ją zapaleni Grzybiarze. Co krok chwalą się w mediach społecznościowych swoimi grzybowymi łowami, zasypując nas tysiącem wspaniałych zdjęć. Nie ma co się dziwić, w końcu jest to powód do dumy. Żeby jesiennej tradycji stało się zadość i my wyruszyliśmy do lasu na Grzybobranie.  Napiszę Wam Kochani szczerze -  nie znam się na grzybach leśnych! Potrafię rozpoznać bezbłędnie tylko muchomora i to klasycznego, czerwonego. Hmmm...może dlatego tak go uwielbiam? Oczywiście, kiedy przeglądam książki przyrodnicze, atlasy to bezbłędnie wskażę borowiki, zieleniatki, czy inne jadalne grzyby,  ale w lesie dostaje całkowitego zaćmienia! Ogarnia mnie strach, że pomylę je z ich kuzynami „trujakami".  Nie wstydzę się, że jestem w tej sprawie „zielona” niczym wspomniane powyżej  zieleniatki. Dla własnego i rodziny zdrowia, a nawet życia nie zrywam więc leśnych grzybów, a jeśli już jakiegoś spotkam zawsze pytam się męża, czy oby na pewno jest jadalny.  Mój  mąż, choć super ekspertem nie jest, to na podstawowych gatunkach grzybów się zna i mogę jemu śmiało zaufać. Poza tym zawsze zachowuje rozsądek i jeżeli nie jest w 100% pewien to grzyba nie zrywa. Dodatkowo w tym roku postanowił troszkę mnie poduczyć w kwestii rozpoznawania grzybów jadalnych. I pochwalę się - rozpoznaje już podgrzybka i oczywiście borowika 😁.

Podgrzybek brunatny

Podgrzybek brunatny

Borowik

Zatem jak wygląda nasze Grzybobranie? Bardzo ciekawie. Wyruszamy po śniadaniu całą rodziną zaopatrzeni w duży koszyk wiklinowy i aparat (to mój gadżet). Jedziemy do lasu i pełni energii rozpoczynamy nasze rodzinne Grzybobranie, a raczej „grzyboszukanie". Mąż poszukuje podgrzybków i innych jadalnych grzybów, a ja rozglądam się za muchomorami. Jak już Wam Kochani wspomniałam KOCHAM MUCHOMORY, a w tym roku spotkałam bardzo ciekawą odmianę co za chwilkę zobaczycie sami. Potrafię je dostrzec z każdej strony i obok żadnego nie przejdę obojętnie. Oczywiście nie zrywam, a jedynie podziwiam ich obłędne czerwone kapelusze wyróżniające się na tle lasu.


Nad każdym stanę, obejrzę dokładnie, dam wykład dzieciom o ich szkodliwości oraz znaczeniu w niektórych kulturach, a potem rozpoczynam sesję zdjęciową.



I tak przy każdym muchomorze. Po zaliczeniu kilku długich muchomorowych przystanków każdemu odechciewa się dalszego grzybobrania 😂.



Do domu wracamy nie tylko z grzybami w koszyku (które w międzyczasie znalazł mąż), ale przede wszystkim z setką zdjęć muchomorów 😂.  To taka już nasza rodzinna tradycja - Grzybobranie na opak.


A skoro poruszyłam temat grzybów to pamiętajcie Kochani - nie ma w tym nic złego, jeśli podobnie jak ja nie znacie się na nich. Pomyślcie 100 razy i upewnijcie się, czy oby na pewno wiecie co zrywacie. Jeśli pojawi się, choć malutkie zwątpienie nie ryzykujcie - mamy tylko jedno życie, a pomyłka może nas jego pozbawić. Grzyby śmiertelnie trujące zawierają swoiste jady, które uszkadzają wątrobę, nerki, a w dalszej kolejności śledzionę, serce i inne narządy miąższowe. Najbardziej niebezpieczny jest muchomor sromotnikowy, którego łatwo pomylić z kilkoma jadalnymi grzybami. Jego trujący owocnik zawiera substancje, które bez trudu, po spożyciu, zabiją kilka osób.

Muchomor sromotnikowy. Zdjęcie zostało zapożyczone  i pochodzi ze strony Ekologia.pl

Podsumowując - uważajcie podczas Grzybobrania! Ja pozostanę przy konsumpcji grzybów sprawdzonych, zebranych przez mojego męża, brata oraz najlepszego grzybiarza i eksperta w  rodzinie - naszą Ciocię Mirkę. Z niecierpliwością czekam na ulubione marynowane rydze, na których punkcie moje kubki smakowe oszalały!


Kochani bardzo Wam dziękuję za wszystkie odwiedziny, miłe komentarze i tak dużo życzliwości. Cieszę się, że zaglądacie - to bardzo mnie motywuje do dalszego pisania i tworzenia 💖. W następnym poście znów będziemy spacerować po lesie więc kto ma ochotę i jeszcze trochę sił (a będzie to nieco dłuższy spacer) to serdecznie zapraszam ponowie do świata moich Wielkich Małych Pasji.




Posyłam Wam mnóstwo uścisków!

Justyna




PS. W końcu policzyłam z pomocą dzieci moje skarpetki do szycia. Tak jak myslałam - ich liczba mnie samą przeraziła.  Kochani kto ma ochotę ze mną się pobawić, taka mini zabawa, i zgadnąć ile tych skarpet mam to zapraszam do wpisywania propozycji w komentarzu. Osoba, która jako pierwsza zgadnie lub będzie najbliżej prawdy (jeśli poprawna odpowiedź nie pojawi się) otrzyma ode mnie jesiennego skarpeciaka 😀. Malutka podpowiedź - liczba jest trzycyfrowa i zaczyna się 7..

I na koniec jeszcze muchomorki 🍄💗🍄



piątek, 4 października 2019

Nadwiślańskie Krajobrazy. Spacer z Aniołami.

Witajcie Kochani! Jak to dobrze, że nastał weekend. Słonko przegoniło ponurą aurę, a wiatr w magiczny sposób zamilkł. Zrobiło się tak przyjemnie i cicho. Zabieram więc Was na spacer w niezwykłe miejsce, gdzie przyroda rządzi się swoimi prawami, a śpiew ptaków i rechot żab słychać z każdej strony. Jest tam spokojnie, błogo, a czas zatrzymał się w miejscu. Będziemy razem wędrować po Dolinie Środkowej Wisły - moim małym azylu, do którego uciekam od szumu i gwaru miasta. Pamiętajcie jednak, że jest to Obszar Natura 2000 i wszystko, co napotkacie jest pod ochroną, nawet te maleńkie owady ciężko pracujące każdego dnia.


Nasza wędrówka właśnie się zaczęła. Idziemy wąską, krętą dróżką, podziwiając przyrodę i chłonąc świeże powietrze, lekka wilgoć  niczym mgiełka unosi się nad nami.


Po kilkunastu minutach wychodzimy z leśnej gęstwiny i naszym oczom ukazują się wiślane rozlewiska. To znak, że zbliżamy się do celu wędrówki.


Dotarliśmy. Oto ona - Wisła, najdłuższa rzeka w Polsce. Promienie słońca odbijają się w jej tafli niczym maleńkie kryształki, a swoistego rodzaju cisza jest odczuwalna z każdej strony. Urok rzeki jest niesamowity, ale nie dajcie się jemu zwieść. Jest głęboko, nurt silny więc zostańmy lepiej na brzegu.


Troszkę już spacerujemy i zapewne zastanawiacie się gdzie są te anioły? Są... ciiiiiii, aby ich nie spłoszyć. Schowały się na malutkiej wysepce wśród rozlewiska. Rozłożyły skrzydła i wygrzewają się w promieniach jesiennego słońca.


O rany, jak pięknie się błyszczą, jaki spokój od nich bije! Są takie malutkie, że chcąc zrobić im zdjęcie musiałam położyć się na piasku.



Ups, zauważyły mnie, ale nie odfrunęły. Pozują dalej. Uwielbiam ten widok, kiedy ich skrzydła niczym pergamin przepuszczają światło. Tworzy się swoista gra cieni i kolorów, a wszystko tak pięknie współgra z nadwiślańskim pejzażem.


Miałam dużo szczęścia, że Aniołki spotkałam. Ponoć rzadko tam bywają... Zostawię je jednak w spokoju - niech nadal odpoczywają.


Kochani nasz spacer dobiegł końca. Czas wracać do domu. Kto wie, może i Wy kiedyś nad Wisłą  lub inną rzeką spotkacie swoje Anioły... Rozglądajcie się dobrze ... Nigdy nie wiadomo co życie niesie ze sobą!

Buziaki, 
Justyna