Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2025

Jesienny powrót

Witajcie Kochani! Od ostatniego posta minęło wiele długich miesięcy...  Właściwie to nawet nie wiem kiedy one zleciały. Był to dla mnie czas bardzo intensywny, nie ukrywam, że również momentami trudny i chyba potrzebowałam dłuższego odpoczynku od bloga. Nieustający pęd mnie pokonał. Pierwszy raz od 7 lat (bo tyle jestem już tutaj z Wami) przegapiłam nawet swoje blogowe urodziny...  Ale spokojnie nadrobimy :).


7 lat w rękodzielniczej blogosferze - dla jednych mało, dla innych dużo. A dla mnie? Ogrom czasu! Wiele zmieniło się przez ten nieubłaganie płynący czas, zmieniłam się ja i wiele rzeczy wokół mnie... Ale jedno pozostało stałe - moja ogromna miłość i pasja do rękodzieła. Uznałam zatem, że nadszedł ten właściwy moment by odkurzyć bloga, na nowo nadać mu sens, a przede wszystkim pokazywać Wam dalej swoje wytwory :)). 


Nie wiem, jak często będę pojawiała się, ale postaram się nie zniknąć już na tak długo. Myślę dość intensywnie  o drobnych korektach blogowych, planowanych postach, ale nic nie zdradzam :).  

Niech kłębiące się myśli i ręce piszące na klawiaturze same decydują ... :)


Ściskam Was mocno, do zobaczenia 😘,
Justyna

sobota, 20 czerwca 2020

Mysia krawcowa

Witajcie Kochani weekendowo! Jeszcze tylko troszkę, jeszcze kilka dni i koniec roku szkolnego :))). Znów będą Wakacje, chociaż u mnie w tym roku inne, bo bezwyjazdowe. Jednak nie smucę się, ponieważ po pierwsze jesteśmy zdrowi, po drugie spędzę je z tymi, których kocham najbardziej i jak powiadają w pewnej telewizyjnej reklamie „wakacje to stan umysłu, a nie położenie geograficzne” :))). Mój umysł jest gotowy więc wielkie odliczanie rozpoczęte :))). Mam troszkę planów na ten błogi czas min. dokończyć UFOKi i zabrać się za robótki, które chciałam już wcześniej stworzyć, a zawsze brakowało mi czasu. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ponieważ wakacje to dla mnie czas lekkiego twórczego rozleniwienia :). Ale dziś będzie jeszcze bardzo pracowicie, a to za sprawą pewnej myszki, najlepszej krawcowej w okolicy :)))).


Czasami tak mam, że jak uprę się na jakiś motyw to po po prostu muszę go zrealizować :)). Myszka od razu wskoczyła mi do głowy :)). A dlaczego krawcowa? Zaczęłam ją szyć w dniu imienin mojej kochanej babci, która właśnie była wspaniałą krawcową.



„Tkaniny, dzianiny” to nowy temat wyzwania w naszej Szufladzie. A kto ma ich więcej niż krawcowa :))? No może jeszcze ja, nie krawcowa, lecz skarpetkowa maniaczka, bo przecież skarpetochy to dzianiny :))). 


Pamiętam moją babcię pochyloną nad starym Singerem (teraz to już moja maszyna 💗) i ten cudowny stukot!! I tysiące skrawków na podłodze (zresztą mam tak samo jak szyję), mnóstwo przeróżnych tkanin, nici, guzików, zamków itp. Dla mnie były to prawdziwe skarby :). Gdyby babcia żyła pewnie troszkę  bym jej podkradała przydasi na lalkowe spódniczki :))). A może babcia by mi je  szyła? :)


Nie mogłam zdecydować się jak myszkę ubrać, w tym dniu wszystko mnie zachwycało :)). Postawiłam więc na połączenie kolorów, faktur i wzorów :). Zaszalałam :). A co tam, idą Wakacje :))).


Skarpetki, z których zrobiona jest bluzeczka to mój najnowszy nabytek :). Pierwsze skarpety do szycia, które kupiłam w sklepie stacjonarnym, sieciówce, w galerii, w czasach korony :)). To taki mój mały symbol powrotu to odwróconej normalności :))).


Myszka pozuje na tle mojej ukochanej, dziecięcej maszyny do szycia, o której pisałam już wcześniej - Zaczarowana maszyna do szycia (TUTAJ). Jeśli ktoś ma ochotę o niej poczytać zapraszam do lektury :).


Kochani, tradycyjnie zapraszam Wan do wspólnej zabawy z Szufladą i z niecierpliwością czekam na Wasze interpretacje tematu :). Wiem, że jesteście baaaardzo kreatywni i zapewne powstaną wspaniałe prace :)).

Pożegnam się już z Wami, posyłając mnóstwo serdeczności, uśmiechu i podziękowań za piękne komentarze pod ostatnimi postami :)). Dziękuje baaaaardzo, tak z całego serca 💗! A teraz wracam do moich skarpet. Trzymajcie kciuki, ponieważ kombinuje przy szyciu pewnego małego zwierzątka, szkodnika, ale jakże sympatycznego :)). Więcej nie podpowiadam :). Jak się uda i wyjdzie tak jak zaplanowałam, to chętnie Wam pokażę :).


Buziaki!

Justyna


czwartek, 11 czerwca 2020

Jeszcze jeden :)

Witajcie Kochani! Na początku bardzo dziękuję Wam za Tyle miłych słów pod moim Kawusiem :)). Takie piękne imię nadała kawowej laleczce Gosia z Mamelkowa więc tak już zostało :)). Bardzo mi się podoba :)). Kawuś nadal wisi w pobliżu ekspresu, a dziś przyfrunie kolejny aniołek szyty z sercem i wielką pasją dla bardzo zdolnej, wspaniałej, wszechstronnie utalentowanej Artystki znanej w blogowym świecie jako Inka - art. A mniej oficjanie - dla życzliwej, dobrej duszyczki Inki, której prace zdobią mój dom :)). Poza tym to Inka nie tylko zachęciła mnie, ale również zmotywowała abym spróbowała decoupage i jestem jej ogromnie za to wdzięczna 💗. Pamiętam również kiedy zaczynałam blogowanie. Początki były bardzo trudne, nie wiedziałam jak się poruszać w blogosferze, nadal nieśmiało publikowałam swoje skarpeciaki, zgłaszałam je z uczuciem nieuzasadnionego strachu do blogowych zabaw. Inka była jedną z pierwszych osób, które wyciągnęły do mnie rękę, zawsze mogłam liczyć na jej ciepłe, pełne wsparcia słowo, na uznanie dla mojej pasji i mnóstwo życzliwości oraz serca. Dzięki niej zdobyłam pewną odwagę, śmiałość, uwierzyłam, że lalki szyte ze skarpet mogą się podobać :)). A nasza pierwsza Wymianka na zawsze zapadła mi w sercu i pamięci (pisałam o niej TUTAJ). Więc jak dla takiego dobrego Anioła nie uszyć anioła? No po prostu musiałam... taką potrzebę czułam... 💗.


Powspominałam trochę, ale czasami tak mam. Jestem bardzo uczuciową, emocjonalną i sentymentalną osobą, doceniam drobne gesty, te płynące z serca jak i bezinteresowności. Nie myślcie sobie jednak Moi Drodzy, że jestem jakaś idealna :))). Jako zodiakalny Skorpion mam swoje pazurki  :)).


No, ale nie o mnie dziś miało być :). Wracam zatem do aniołka :)). Bardzo zależało mi, aby był delikatny, kobiecy, subtelny, radosny i przede wszystkim kwiatowy :). Stąd taki bardziej stonowany wybór kolorów z naciskiem na naturalne tkaniny. Ta błękitna spódniczka to cudowna ażurowa, włoskiej produkcji tkanina - bawełna z domieszką lnu. Idealnie komponuje się z żółtym tiulem i bawełnianą bluzeczką uszytą ze skarpetki.


Skoro zaglądam już pod spódniczkę, dzięki czemu można zobaczyć tiulową halkę, to myślę, że aniołek nie pogniewa się jak pokaże jeszcze jego pantalony :))).


W lalkowych stylizacjach uwielbiam nakrycia głowy. Im bardziej strojne, tym lepiej. Ale to już zapewne zauważyliście :))). Chociaż przyznaję, że czasami pasuje bardziej skromna wersja :). Aniołek dla Inki miał być kwiatowy więc czapeczka skąpana jest w różnych kwiatach. 



 


Ech, tak sobie myślę, że już tyle aniołów uszyłam. Ale co poradzę, że uwielbiam je w każdej wersji 💗. Szkoda tylko, że dom nie jest z gumy i w magiczny sposób nie może powiększyć się by pomieścić moje anielskie zachcianki :)).

Kochani przed nami długi weekend, życzę Wam odpoczynku, spokoju, zdrówka i pięknej pogody, idealnej na spacery :). U mnie od początku tygodnia burzowo i deszczowo, ale za to piękną tęczę mogę podziwiać :)). I to podwójną :)). Tak przyroda mój wzrok rozpieszcza :)).



Moc uścisków Wam posyłam,

Justyna

czwartek, 9 maja 2019

Początki skarpetkowych lalek, czyli dłuższa historia mojej pasji...

Witajcie Kochani! Ostatnio wzięło mnie na sentymentalne, twórcze wspomnienia oraz rozważania więc dzisiejszy post również taki będzie, a dedykuje go przede wszystkim tym, którzy wątpią w swoje twórcze siły i często poddają się. Oto dłuższa historia, moja historia miłości do szycia ze skarpetek...
Są takie prace, które najchętniej schowalibyśmy głęboko do szuflady i nigdy nie pokazywali NIKOMU. Bo są dla nas brzydkie, nierówne, niedoskonałe, nie wspomnę już o beznadziejnych zdjęciach. I rzeczywiście przeglądając zdjęcia, chociażby na Instagramie można złapać doła. Ale stop!!! Zakaz wchodzenia na Instagram, zakaz porównywania się z innym! W zamian za to odkryjmy piękno w brzydocie, chłońmy wiedzę, inspirujmy się, wyciągajmy wnioski, ćwiczmy, próbujmy, kombinujmy, a przede wszystkim odkryjmy ogromną radość tworzenia! Nie wyszło,  trudno. Wyjdzie za 4, 10, 100 razem! Niezależnie czego podejmujemy się wszystko wymaga czasu, praktyki, pasji, poświęcenia, doświadczenia.
W tym roku, właśnie wiosną minęło dwa lata odkąd uszyłam pierwsze skarpeciaki. Obliczyłam, że przez ten czas uszyłam ponad 200 różnych skarpetkowych zabawek, a były to zające, węże, misie, myszy, koty, potworki, lalki, elfy, anioły, motyle, bałwany, Mikołaje, breloki, kukiełki. nawet nie wiem czy czegoś nie pominęłam tyle tego było. Zniszczyłam setki skarpet bo nie zawsze wyszło, zużyłam  kilometry nici i niezliczoną ilość wypełnienia. Szyłam już zanim zacząłem pisać bloga więc nie wszystkie prace mam udokumentowane. Ale ostatnio robiąc porządki na dysku ze zdjęciami odkryłam moje "perełki". Jedne z pierwszych skarpeciaków jakie stworzyłam. I postanowiłam Wam pokazać. Oto pierwsze skarpeciaki w moim życiu - zające. Dobrze przeczytaliście Kochani, jako pierwsze uszyłam zajączki, lalki były później 😊.


W sumie to zaczęłam szyć przez przypadek. Przed Wielkanocą szukałam inspiracji na pracę plastyczną do przedszkola mojego młodszego syna. Nie miałam pomysłu co zrobić i jak - wiedziałam tylko jedno: miał to być ZAJĄC. Przeszukując internet, przeglądając mnóstwo stron, zupełnie przypadkiem zobaczyłam zające wykonane ze skarpetek. Nie ukrywam, że bardzo mnie to zaciekawiło. Pomyślałam "Wow! Czegoś takiego nie robiłam". Od pomysłu do realizacji minęły dwa dni.


Pamiętam jak dziś - to niesamowite uczucie kiedy ze zwykłej skarpetki wyłoniła się zabawka!! Coś niesamowitego. Wpadłam w jakiś szał szycia. W obieg poszły kolejne skarpety, wtedy jeszcze stare. Prosiłam dzieci by przymierzały kolejne pary i która była już za mała zaraz brałam ją do ćwiczeń. 
I choć wtedy nikt z moich bliskich nie brał na poważnie rodzącej się we mnie pasji, to mi było ciągle mało, czułam niedosyt, chciałam stworzyć ze skarpet coś niezwykłego, coś co przełamie schematy i pozwoli wyrazić mi swoje emocje, piękno i romantyczną duszę. LALKA!!!! To było to magiczne słowo pojawiające się w mojej głowie! LALKA- uszyję lalkę. Wzięłam już nową, zakupioną parę skarpet młodszego syna i zaczęłam szyć. Szyło się okropnie, paskudnie, ale emocje były tak silne i wspaniałe, że szyłam dalej. I wyłoniła się ona - moja pierwsza skarpetkowa lalka 😍.


Wzbudziła we mnie tyle emocji, że aż łzy mi stanęły w oczach ze szczęścia - bo dałam radę, bo zwykłym skarpetom nadałam innego sensu, tchnęłam w nie "życie".  I choć bliscy nadal uważali, że to takie chwilowe, że mi minie itd. to ja już wiedziałam, że ta jedna, malutka laleczka z włoskami z muliny rozpoczęła prawdziwe szaleństwo, narodziła się pasja, która z każdym dniem stawała się coraz silniejsza. Rosła  w siłę, a wraz z nią i ja. Druga lalka wyglądała tak:


Szyłam ich dużo, codziennie, dla siebie.  Małymi krokami zdobywałam doświadczenie, odkryłam kulkę silikonową (wcześniej lalki wypełniałam watą), wyciągałam wnioski z błędów konstrukcyjnych, kombinowałam, szukałam nowych rozwiązań. Czułam się jak wynalazca siedzący nad nowym projektem. I choć wielu osobom z mojego otoczenia lalki podobały się, mi ciągle coś w nich "nie grało". Wiele nocy nie przespałam kombinując. Aż przyszedł ten moment, eureka i powstały pierwsze trzy lalki  w wersji ulepszonej: 


Zdecydowałam się pokazać je na jednej z grup rękodzielniczych. W przeciągu trzech godzin zdobyły 567 serduszek i łapek w górę 😊. Z każdą godziną ta liczba wzrastała,  a wraz z nią moje serce. Choć wiele osób nie wierzyło iż są ze skarpetek  (to zdarza się do dziś). 
Dla mnie to był przełom w ich szyciu. Opracowałam swój własny patent i ciągle go doszkalam, ciągle kombinuje i ciągle szukam nowych rozwiązań.  I choć kocham to co robię to dla zachowania równowagi psychicznej czasami odpoczywam od szycia 😁. Jak ognia boje się twórczej rutyny i słowa "muszę zrobić".  W pasji nic nie muszę, tylko CHCĘ! To ma nam sprawiać przede wszystkim radość - radość tworzenia!


Moi Drodzy, pokonałam długą, trudną i krętą twórczą drogę. Nie było łatwo, czasami zdarzało się że ktoś się podśmiewał z mojej skarpetkowej pasji. Ale wiecie co,  nie przejmowałam się tym i wy też nie przejmujcie się jeśli takie sytuacje się zdarzą. Na co dzień musimy być odpowiedzialnymi, dojrzałymi, rozsądnymi dorosłymi więc w swoich pasjach puśćmy wodze fantazji, odprężmy się, odkryjmy dziecięcą radość. Nigdy nie poddawajcie się, nie porównujcie się z innymi. Twórzcie i czerpcie  z tego radość, a i otoczenie to zauważy. Kombinujcie i nie bójcie się eksperymentować bo dzięki temu zdobędziecie doświadczenie, a Wasz warsztat ulepszy się. W chwili zwątpienia pomyślcie o moich pierwszych, koślawych skarpeciakach i o tym, że nie jesteście sami. Kiedyś trzeba zacząć, a początki są zawsze trudne. W końcu "nie od razu Rzym zbudowano"....


Mam również piękne wspomnienie i ciągle  przybywają nowe. Pamiętam jak w Klubie Twórczych Mam było wyzwanie Gościnnej Projektantki "Mieszkańcy Łąki". Przez cały dzień biłam się z myślami, czy zgłosić mojego motylka czy nie, aż w końcu zgłosiłam. To był mój debiut  w blogowych zabawach. Mój motylek wygrał 😊. To był on :


Uwierzcie mi, ale pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do mamy i męża, a przez łzy szczęścia powiedziałam  "wygrałam, mój motylek wygrał". Radości nie było końca! Potem wzięłam go delikatnie do ręki, pocałowałam i powiedziałam  do niego "Kochany dałeś radę, dałeś radę! Jesteś piękny. Kocham Cię". Ten motylek stoi cały czas na honorowym miejscu i jest moim twórczym talizmanem.  Kilka osób chciało go ode mnie odkupić, ale on nie jest na sprzedaż i nigdy nie będzie. W chwilach zwątpienia przypomina mi, że warto - warto mieć pasję, próbować i nie bać się. Ta wygrana dała mi powera i siłę, że te moje skarpetkowe tworki mogą się podobać i warto pokazywać je światu.
Mijały dni, miesiące, teraz już lata, a  lalek przybywało i przybywać będzie. Uzależniłam się od ich szycia i jak już pisałam we wcześniejszym poście są dla mnie czymś więcej niż tylko "lalką". Cieszę się, że cząstką mojego świata mogę dzielić się, tutaj na blogu, z Wami i przenieść Was choć na chwilę w beztroski świat moich lalek, gdzie  nie ma smutku, konfliktów, złości, nienawiści i ciemności.  

Pamiętajcie odkryjcie  w sobie pasję i nie przejmujcie się co inni na ten temat myślą. Nie musimy być kolejnymi klonami, bo ten szalony świat wciąż potrzebuje oryginałów...


A Wy pamiętacie początki swoich pasji?

Ściskam Was mocno i życzę udanego weekendu!
Justyna


PS. W następnym poście pokażę Wam efekty mojej wspaniałej Wymianki z Alinką "Aliwero" - niezwykle utalentowaną, wspaniałą, o wielkim sercu Rękodzielniczką 😊.