Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2023

Wakacyjna MOTANKA

Witajcie Kochani! Po krótkiej przerwie wracam do Was, choć nie wiem, z jaką częstotliwością będą pojawiały się teraz posty. Szyję i intensywnie działam twórczo (co baaaardzo mnie cieszy 😃), przez ostatnie miesiące spełniłam również jedno ze swoich twórczych marzeń - prowadziłam kółko plastyczne i niestety na blogowanie mam coraz mniej czasu. Chociaż dużo się działo, dzieje i od września będzie działo nie porzucam moich Wielkich Małych Pasji 💗. To tak króciutko tytułem wstępu żeby usprawiedliwić swoją dłuższą nieobecność :)). Przy okazji bardzo dziękuję Reni 💖 za troskę!


Dzisiaj Moi Drodzy pokażę Wam kolejną słowiańską lalkę mocy, czyli motankę. O tych niezwykłych ręcznie robionych cudakach pisałam we wcześniejszych postach więc jeśli ktoś ma ochotę poczytać więcej to zapraszam TUTAJTUTAJ i TUTAJ

Lalka nie jest dużych rozmiarów, wypełniłam ją ziarnami zbóż więc jest to typowa Ziarnuszka :). Zrobiłam ją z naturalnych tkanin (len, bawełna) i tym razem postawiłam na ciekawszą fryzurkę - warkocza zaplecionego z naturalnego lnu.




W przerwie od szycia skarpeciaków bardzo lubię robić motanki. To naprawdę urocze, pełne magii lalki :).  Dostałam propozycję, aby jesienią poprowadzić warsztaty z robienia Ziarnuszek i już nie mogę doczekać się, chociaż lekki stres jest :)).

Kochani ściskam Was mocno i do następnego spotkania :)).

Justyna

niedziela, 3 lipca 2022

Ziarnuszka z wrotyczem

Witajcie Kochani! Słonko przypieka, ale chyba nie zawsze dla przyrody jest to uciążliwe :). Sezon na wrotycz uważam za otwarty :). Cudownie żółci się wśród traw i innych łąkowych roślin. O wrotyczu pisałam już w 2020 roku TUTAJ więc nie będę się powtarzała :). Skupię się na kolejnej ziarnuszcze, którą zrobiłam inspirując się właśnie tym cudownym zielem :)).

Tym razem ziarnuszkę wypełniłam ziarnem pszenicy, które miałam odłożone na kutię :))).

Upały na zewnątrz jak i łąkowe rośliny zainspirowały mnie do zamotania jej ubrania w bardzo naturalnych, ciepłych kolorkach. Włosy to naturalny len.


Wrotycz pojawił się w rączce :). Jak tylko zbliżymy się do laleczki, czuć jego intensywny zapach - uwielbiam go!!!:)


Myślałam o sesji zdjęciowej na łące wśród rosnącego wrotyczu, ale przy tak intensywnym słońcu było to niemożliwe. Poległam... zdecydowanie jestem jesieniarą :)).


Kochani, korzystając z okazji pochwalę się jeszcze nowymi motankowymi nabytkami :)). Jakiś czas temu w mojej dzielnicy odbył się Dzień Kultury Ukraińskiej. Świetna impreza integracyjna  połączona z koncertami, przepyszną kuchnią oraz mnóstwem stoisk z rękodziełem. Oczywiście moją uwagę przyciągnęło to lalkowe :)). Nie mogłam zdecydować się, którą motankę kupić więc wzięłam trzy, a wyszły one spod rąk uzdolnionej rękodzielniczki pani Olgi Klok.



Jej cudne wytwory rozeszły się jak przysłowiowe świeże bułeczki :). Po niecałej godzinie zostało już tylko kilka lalek :).


O motankach pisałam TUTAJ i TUTAJ - to tak dla przypomnienia :)). Są jeszcze dwie, w wersji letniej, ale pokażę Wam je Moi Drodzy innym razem :). Póki co mały kolaż dotychczasowych prezentowanych na blogu:



Kochani żegnam się już z Wami posyłając zapach wrotyczu :))). Na troszkę znikam z blogosfery, wyruszam z rodzinką nad morze :)))).

Uściski, do zobaczenia wkrótce

Justyna 💙💛



piątek, 3 czerwca 2022

Ziarnuszka

Witajcie Kochani! W marcu opublikowałam post pokazując Wam swoją pierwszą zrobioną własnoręcznie słowiańską lalkę mocy, czyli  motankę (TUTAJ). Pokrótce wspominałam również o ich historii, symbolice i roli w tradycyjnej kulturze naszych sąsiadów. Moja miłość do motanek trwa nadal i w wolnych chwilach, pomiędzy szyciem skarpeciaków, a aktywnie spędzonym czasem na świeżym powietrzu powstają nowe :). W tym roku postanowiłam zaskoczyć moją mamcię i specjalnie dla niej, z okazji niedawno obchodzonego Dnia Matki zrobiłam malutką Ziarnuszkę w delikatnych, wiosennych kolorach. 


Laleczka ma zaledwie 15 cm, ciałko uszyłam z bawełnianej surówki, a wypełniłam gryką co ma symbolizować ochronę i pomnożenie bogactwa. Oprócz gryki do środka możemy wsypać inne ziarna, które również mają swoje znaczenie np. proso - płodność, witalność; owies - moc, która tkwi w rodzinie; jęczmień - niezawodność, sytość; ryż - delikatność. Teraz już wiecie Moi Drodzy skąd taka nazwa laleczki - ZIARNUSZKA :).



Tworząc motanki koniecznie pamiętajcie aby je przyozdobić koraliczkami, wstążkami lub innymi dekoracyjnymi elementami (u mnie są to perełki), ponieważ dzięki temu przekupujemy lalkę i zyskujemy jej przychylność. Jak widać nawet kobiety w wersji lalkowej lubią błyskotki :)).


Ziarnuszce zrobiłam włosy z naturalnego lnu, które wystają spod chustki. To moje pierwsze próby i nie ukrywam, że sporo się przy nich namęczyłam, zwłaszcza że w myśl tworzenia tych lalek nie mogłam ich przyszyć, lecz przywiązać.


Ziarnuszka jest nie tylko opiekunką domowego ogniska, ale również najprawdziwszą gospodynią stąd jej obfite kształty :). Mamci spodobała się bardzo więc i ja jestem szczęśliwa :).
 

Więcej o Ziarnuszkach poczytacie na blogu Latające dywany oraz Pasje odnalezione. Dziewczyny bardzo fajnie opisują niezwykłość tych laleczek. 



Tegoroczny Dzień Matki był nie tylko wyjątkowy i magiczny ze względu na Ziarnuszkę, ale również dzięki Małgosi X z bloga Papierowy Jarmark. Jakiś czas temu Małgosia ogłosiła urodzinowe Candy, a nagrodą miał być wykonany na życzenie album. Każdy, kto zna w blogowym świecie Małgosię wie, że jej albumy są jedyne w swoim rodzaju. Choć jestem już szczęśliwą posiadaczką kilku to z przyjemnością zapisałam się do zabawy od razu myśląc właśnie o mamci. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i Małgosia wykonała przepiękny różany album, który 26 maja podarowałam mamci razem z laleczką. Szczegółowe zdjęcia możecie zobaczyć na blogu Małgosi TUTAJ, ja pokażę Wam tylko kilka, chociaż nie oddają one w pełni uroku całego albumu a uwierzcie mi - jest cudny!!!






Róże to ukochane kwiaty mamci więc możecie wyobrazić sobie jej radość, zaskoczenie i wzruszenie. Dodatkowo umieściłam w albumie zdjęcia z naszych wspólnych, wspaniałych, babskich wyjazdów. Małgosiu kochana dziękujemy Tobie 💗 jeszcze raz - mocne uściski masz od mojej mamci! Była jeszcze karteczka i czekolada, którą zajęli się synowie :).


Czas jakoś przyśpieszył. Niedawno mieliśmy maj, a tu już wita czerwiec :). Do wakacji coraz bliżej... odliczam :). Wy też tak czekacie?

 
Kochani dziękuję za odwiedziny, wszystkie komentarze i że cały czas jesteście tutaj ze mną :). Niedługo pojawi się kolejny post - tym razem skarpetkowy jednak mnie nie ma w blogosferze. Odpoczywam i wrócę po Bożym Ciele :))).

Ściskam Was mocno, już tęsknie 

Justyna 💙💛



niedziela, 20 marca 2022

Motanka - słowiańska lalka mocy.

Kochani, zrobiłam to :)). W końcu odważyłam się i zamotałam (nie uszyłam) swoją pierwszą w życiu lalkę motankę :))). Ależ jestem z siebie dumna :))). Moja pierwsza, ale nie ostatnia... powstają kolejne. Jednak po kolei...

Jak wiecie kocham wszelkie lalki, a jeśli dodatkowo są oryginalne, mniej szablonowe i masowe, tym bardziej kradną moje serce. Największą miłością darzę skarpecianki, ale wiele lat temu zakochałam się w słowiańskich lalkach mocy, czyli motankach. Marzyłam o takiej i w 2019 roku moje marzenie spełniło się. Przywiozłam jedną z Odessy - pisałam o tym TUTAJ. Rok później cudowną motankę zrobiła dla mnie moja kochana blogowa koleżanka Galinka z Ukrainy (post TUTAJ), a w zeszłym roku śliczną ziarnuszkę (jeden z rodzajów motanki) dostałam od Anitki, koleżanki z DT Szuflady. Wszystkie trzy stoją na honorowym miejscu i każdego dnia spełniają swoje zadania. 

W końcu przyszedł ten moment, kiedy postanowiłam spróbować zamotać lalkę, a wraz z nią swoje największe życzenie - niech będzie POKÓJ. Dzięki poradom i wskazówkom serdecznej koleżanki z Ukrainy udało się! Ze ścinek materiałów, zwoju lnu (korpus), przy użyciu wielu metrów nici wyłoniła się ona 💖. 

Prezentując Wam motankę, warto wspomnieć kilka słów o historii tych lalek, a także wyjaśnić co kryje się pod ich nazwą. Otóż motanka to inaczej słowiańska lalka mocy, rodzaj talizmanu, amuletu pomyślności i spełniania życzeń. Od pradawnych czasów motały je kobiety, ponieważ to one dbały o ognisko domowe. Tradycja ich robienia była przekazywana z pokolenia na pokolenie, a dokładniej przechodziła z matki na córkę.  

Lalkę motano z naturalnych skrawków materiałów bez użycia ostrych narzędzi (nożyczek, igieł, szpilek) żeby "nie ukłuć losu", co mogłoby doprowadzić do zmniejszenia magicznej mocy lalki. Dawniej wykorzystywano również tkaniny należące do członków rodziny, ponieważ wierzono, że dzięki temu można otrzymać wsparcie i dobrą energię całego rodu.

Charakterystyczną cechą motanek jest brak twarzy. Ma to swój powód. Jak często uważa się oczy są zwierciadłem duszy i "dając" lalce twarz mogłoby do niej przeniknąć coś niedobrego. Poza tym według tradycji nadając lalce twarz sprawilibyśmy, że zajęłaby się swoimi sprawami, a nie naszą intencją.

Motanki dzielimy na kilka rodzajów, w zależności, w jakiej intencji były motane. I tak mamy min. Otulaczki, Ziarnuszki, Dziesięciorączki, Karmicielki, Podróżniczki, Żadanice. Więcej o rodzajach motanek, a także o tym, jakie pełniły funkcje i zadania znajdziecie w bardzo fajnym artykule Słowiańskie lalki: Żadanice, Karmicielki, Otulaczki i Motanki.

O słowiańskich lalkach mocy można napisać bardzo dużo. Jeżeli macie Moi Drodzy ochotę na dalsze pogłębienie wiedzy o magicznym świecie słowiańskich lalek to odsyłam jeszcze do innego ciekawego  artykułu w Zwierciadle - "Motanki - lalki słowiańskie jako ludowa forma autoterapii".

Wiedza, którą się z Wami dziś podzieliłam to tylko namiastka tego, co można znaleźć w źródłach pisanych :). Dla mnie - temat rzeka, idealny do głębokiej analizy i zrozumienia fragmentu tradycyjnej kultury ludowej naszych wschodnich sąsiadów.  A w obecnych czasach warto...


Kochani, za oknem piękna pogoda, słonko mocno grzeje. Wiosnę czuć już z każdej strony :). Spacer zaliczony :). W planach mam jeszcze sadzenie bratków i wieczorne szycie owieczek :).

Moc uścisków,

Justyna 💙💛


środa, 20 maja 2020

Sięgając gwiazd :)

Witajcie Kochani! Na początku dziękuje Wam z całego serca za wszystkie miłe komentarze pod moją zakładką :). Cieszę się ogromnie, że mogłam Was zaskoczyć :)). Dziś również będzie skarpetkowo, ale najpierw sięgnijmy gwiazd :)).  


Przyznam Wam się Kochani szczerze, że zanim przygotowałam dla Was inspirację w ramach najnowszego wyzwania w Szufladzie „Gwiazdy”, długo zastanawiałam się jak ten temat „ugryźć”. Miałam mnóstwo pomysłów, skojarzeń, ale ostatecznie przypomniałam sobie o pewnej książce, którą kupiłam w zeszłym roku w  księgarni w Odessie.


To wspaniały zbiór przeróżnych ludowych, ukraińskich wzorów do haftu krzyżykowego. To skarbnica pięknych motywów! Kto dłużej zagląda do mnie, ten wie, że mam bzika na punkcie folkowych klimatów 😍 więc po prostu musiałam tę gwiazdę wyhaftować :))).


W książce jest jeszcze wiele innych pięknych wzorów, w tym ludowy anioł 💖, ale zostawiam je sobie na wakacje :)). Moją gwiazdę przyszyłam na bawełniany woreczek, obszyłam z dwóch stron koronką i ... wziął mi go mąż  :)). W sumie to ciesze się, ponieważ rzadko podkrada moje robótki :)))).


Kochani jest jeszcze jedna ludowa praca, tym razem nasza rodzima :)), którą pragnę Wam dziś pokazać. Pamiętacie jak kilka miesięcy temu pisałam, że zniknęło mi mnóstwo zdjęć skarpeciaków? Niestety nie odzyskałam ich :((. Tylko tę jedną fotografię Łowiczanki cudem odnalazłam na komputerze mamy. To laleczka podarowana w zeszłym roku naszej kochanej Gosi z "Mamelkowa", która tworzy magiczne i baśniowe drewniane domki :)). Najładniejsze w całej blogosferze :))). 


Niestety nie mam więcej fotek, i ta jest słabej jakości :((, ale uwierzcie mi na żywo Łowiczanka jest jeszcze ładniejsza :)).  Gosiu, dziękuję, że mogłam ją dla Ciebie uszyć 💗.

Jestem folkową maniaczką i dobrze mi z tym :))). Już niedługo zobaczycie Moi Drodzy kolejne prace nawiązujące do ludowych motywów :)).  A na razie serdecznie zapraszam Was do wspólnej zabawy z Szufladą (TUTAJ) i naszymi gwiazdami :)).

Kochani mówi się, że przysłowiowe „dosięgnąć gwiazd” jest mało prawdopodobne... ale ja wierzę, że wszystko można osiągnąć wytrwałością, ciężką pracą i ustawieniem sobie celów zgodnie z naszymi możliwościami :)). Zatem życzę Wam, abyście i Wy sięgnęli swoich gwiazd ⭐⭐⭐. Dziękuję za odwiedziny i za to, że po prostu jesteście 💗, że znajdujecie chwilkę by odwiedzić moje twórcze progi w tym zwariowanym koronaświecie .



Ściskam Was mocno, 
Justyna

czwartek, 25 kwietnia 2019

Rodzinnie do Odessy

Witajcie Kochani! W dzisiejszym poście pragnę zabrać Was w wirtualną podróż do Odessy. Razem ze mną przemierzycie najciekawsze i najbardziej atrakcyjne turystycznie miejsca tego niezwykłego miasta. Zaczynamy 😊!

Źródło zdjęcia TUTAJ

Odessa to trzecie co do wielkości miasto Ukrainy położone nad Morzem Czarnym i właśnie w tym roku postanowiliśmy spędzić tam Wielkanoc. Ze względu na swoją ciekawą historię i losy, Odessa to wspaniałe miejsce dla miłośników historii, sztuki, architektury oraz wszystkich osób rządnych przygód.  Ja w swojej relacji skupię się tylko na najważniejszych punktach miasta, które są atrakcyjne zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

 KATAKUMBY


Odeskie katakumby to obowiązkowe miejsce do zwiedzenia!!! Obecnie długość ich zbadanej części wynosi 2500 km. Spokojnie, tyle kilometrów nie będziecie przemierzać, ale na zwiedzanie trzeba przeznaczyć ok 3 godzin.  Zwiedza się oczywiście z przewodnikiem w grupie chociaż my załatwiliśmy indywidualne zwiedzanie. Przeżycie niesamowite. Byliśmy tylko my i wspaniały przewodnik, który jak się okazało jest historykiem i najlepszym znawcą Katakumb w Odessie. Jako że nie mamy bariery językowej to o historii – niekiedy mrożącej krew w żyłach, odeskich katakumb słuchaliśmy w języku rosyjskim.



Młodszy syn przez pierwszą godzinę był cały blady ze strachu. W końcu znajdowaliśmy się 25 metrów pod ziemią, w totalnej ciemności, a drogę oświetlały nam tylko małe latarki (katakumby nie są oświetlone). 




Ale dzięki niezwykłej charyzmie przewodnika strach szybko minął. Starszy syn od początku był zachwycony i stwierdził, że to najlepsza wycieczka w jego życiu.


Nasze zwiedzanie połączone było z degustacją pysznych, domowej roboty nalewek (śmialiśmy się z mężem, że to taka wersja zwiedzania VIP), herbatką i ciasteczkami dla dzieci. No przyznam, że jeszcze nigdy nie piłam nalewki 25 m pod ziemią. W Katakumbach niezależnie od pory roku temperatura jest zawsze stała ok 14 - 15 stopni, ale po spróbowaniu trzech nalewek odczuwalna dla mnie była znacznie wyższa 😁. 





DELFINARIUM "NEMO"



Kto nie lubi delfinów? Te urocze stworzenia zawsze wywołują uśmiech na twarzy więc będąc w Odessie koniecznie odwiedźcie Delfinarium. Napiszę Wam szczerze, że byłam w wielu takich miejscach, ale tak świetnie przygotowanego programu artystycznego to jeszcze nie widziałam. Naprawdę warto! A za niewielką opłatą można zrobić pamiątkowe zdjęcie z delfinami. 



Poza tym Delfinarium „Nemo” to wspaniały kompleks wielu atrakcji. Po pierwsze zaraz przy nim znajduje się słynna plaża Lanżeron




Po drugiej stronie rozciąga się ogromny, rodzinny park z wieloma atrakcjami dla najmłodszych. Przede wszystkim bardzo duży plac zabaw przystosowany także dla dzieci niepełnosprawnych, co uważam za ogromny atut oraz świetnie wyposażona siłownia na świeżym powietrzu.


Spacerując parkiem Szewczenki możemy także podziwiać wybrzeże, piękne fontanny, 


przejść się Aleją Chwały i zobaczyć pominik "Nieznanego Marynarza" z wiecznie płonącym ogniem. 



A jak zapragniemy trochę adrenaliny to warto wstąpić do Lunaparku 😊.




NARODOWY AKADEMICKI TEATR OPERY I BALETU




Jest to najstarszy teatr w Odessie otworzony w 1887 roku i obok schodów potiomkinowskich (wspomnę o nich później) to najbardziej rozpoznawalny budynek miasta. 


Jako wielka miłośniczka teatru nie mogłam odpuścić wizyty w tym niezwykłym gmachu, a obejrzenie w nim przedstawienia to spełnienie moich marzeń. Na sztukę wybraliśmy się całą rodziną, a konkretniej na balet dla dzieci pt. „Rusałka”. Kochani przez pierwsze 15 min to łzy leciały mi ze wzruszenia twórczego. 



Tak pięknego przedstawienia dla dzieci to jeszcze nie widziałam! Na scenie tańczyły dzieciaki w różnym wieku od 4 do kilkunastu lat z państwowej szkoły baletowej. To było niesamowite doznanie artystyczne. Podczas przedstawienia można było robić zdjęcia 😊. 

Oczywiście moi chłopcy troszkę nudzili się, ponieważ jak stwierdzili „balet jest dziewczyński”, ale i tak warto było. Sam gmach teatru jest niezwykły, pełen przepychu i bogactwa. 




Ceny biletów nie są wygórowane (my za cztery zapłaciliśmy w przeliczeniu na polskie złotówki ok. 100 złoty). Poza tym wokół teatru jest piękny teren do spacerowania.

POTIOMKINOWSKIE SCHODY

To ogromne schody, zwężające się ku górze niczym piramida, symbolizujące wejście do miasta bowiem wychodzą prosto na port i dworzec morski. Te schody to wizytówka Odessy, więc warto zarówno zejść jak i wejść po nich – chociaż to drugie jest męczące ze względu na ilość stopni. 

Widok na Potiomkinowskie Schody z Portu

Osoby o zdrowotnych problemach mogą wjechać windą (płatną) znajdującą się po lewej stronie schodów. Na tych schodach zrobiliśmy całą sesję zdjęciową i dopiero na fotografiach widać jakie one są ogromne, a my malutcy. Na zdjęciu poniżej mój starszy syn.



Mała porada: aby zrobić ładne zdjęcia warto przyjść wcześnie rano. Później jest tylu turystów, że o dobrym ujęciu nie ma mowy.

PORT MORSKI - HANDLOWY I PASAŻERSKI


Miejscowi powiadają, że „być w Odessie i nie pływać statkiem po Morzu Czarnym to tak jakby nie być (…)” (moje tłumaczenie). No więc aby w pełni zaliczyć zwiedzanie popłynęliśmy. Rejs trwał ponad godzinę i odbywał się przy odeskiej muzyce (podobna do naszych szantów) oraz ciekawych opowieściach o historii miasta i jego mieszkańców. 


Port Pasażerski (Dworzec Morski) w Odessie jest największym tego typu portem nad Morzem Czarnym,  a spacerując  po nim zauważymy najbardziej wzruszający pomnik  w całej Odessie - "Żony Marynarza". To bardzo wymowne przedstawienie kobiety i jej synka, z utęskniem wypatrującej męża. 


KOŃCZĄC NASZ SPACER...

Kończąc nasz spacer po Odessie warto wspomnieć o pamiątkach. Każdy kto do mnie zagląda wie, iż uwielbiam pamiątki i zawsze przywożę je z nowo odwiedzonego miejsca. Sklepów i kramików z pamiątkami znajdziecie w Odessie dużo, ale większość to niestety typowa „chińszczyzna”. Czasami miałam wrażenie, że to samo można kupić nad naszym Bałtykiem. Warto więc troszkę poszukać, dołożyć więcej pieniędzy, a przywieźć coś naprawdę cennego co będzie estetycznie wykonane. Jako wielbicielka wszelakich lalek jeszcze przed wyjazdem marzyłam, aby kupić sobie oryginalną ukraińską lalkę MOTANKĘ.


To niesamowite, tradycyjne słowiańskie lalki – amulety wykonywane od wielu, wielu pokoleń. Nie będę rozpisywała się dzisiaj o Motankach, ponieważ poświęcę tym lalkom osobny post (jestem w trakcie zbierania informacji), ale napiszę Wam szczerze, że znaleźć oryginalną, prawdziwą Motankę nie było łatwo. Większość to niestety również „chińszczyzna”. Tylko w jednym sklepie znalazłam przepiękne, godne zakupu Motanki.  


Pani, która je robi dokładnie opowiedziała mi co dana lalka symbolizuje (do lalek są też doczepione metki informacyjne) i jak zobaczyłam tą jedną to zakochałam się od pierwszego wejrzenia 😍! Moja Motanka to „Zdrowuszka” – ma przynosić zdrowie, siłę, witalność, a także dbać by nikt nie rzucił uroku i czarów oraz ma za zadanie odbijać wszystkie złe emocje i intencje osób trzecich. Pełni funkcję ochronną. Tak więc mam już swój słowiański amulet i nic mi nie grozi 😉.


Był to jedyny sklep z tak pięknymi lalkami motankami (oraz innym rękodziełem), a znajdziecie go łatwo, ponieważ jest naprzeciwko pomnika carycy Katarzyny II.


Lalki motanki to najbardziej charakterystyczna pamiątka z Ukrainy, ale oprócz niej kupiłam piękną bawełnianą bluzkę z ludowymi, ukraińskimi haftami. Uwielbiam wszystko co folkowe więc urokowi tej bluzki nie mogłam się oprzeć.



Moi synowie jako zbieracze magnesów wzbogacili swoją kolekcję o jeszcze jeden, a mąż przywiózł mocniejsze "napoje".  Jednym słowem każdy w Odessie znajdzie coś dla siebie.

I na sam koniec JA, Justyna - Wielkie Małe Pasje 😁. Zdjęcie zrobione w jednym z odeskich parków przez starszego syna. 


Moi Drodzy Odessa to piękne miasto, które warto zobaczyć. Zapewne był to jeden z tych wyjazdów, którego szybko się nie zapomina. 



Pozdrawiam Was słonecznie, 
Justyna